Czas na Wielki Taniec

Jak co roku w marcu, sport za wielką wodą oddaje się w ręce tego wydarzenia. W nocy z wtorku na środę polskiego czasu ruszyła 78. edycja NCAA Tournament, czyli turnieju o akademickie mistrzostwo koszykówki w Stanach Zjednoczonych. Nazywana popularnie „Wielkim Tańcem” impreza potrwa dwa tygodnie i zakończy się finałem na… stadionie do futbolu amerykańskiego. Specjalnie przygotowany parkiet na otwartej przestrzeni daje możliwość celebracji na żywo koszykarskiego święta nawet stutysięcznej widowni.

Marcowe szaleństwo generuje zyski większe niż decydująca faza walki o mistrzostwo NBA. Z praw telewizyjnych oraz reklam spływa do skarbonki Ligi Akademickiej ponad miliard dolarów. Co ciekawe, z tego rogu obfitości w ogóle nie korzystają sami zawodnicy. Mający status amatorów, koszykarze o dopiero wschodzących biografiach, za reprezentowanie barw uczelni otrzymują jedynie skromne stypendia. Władze ligi od lat zmagają się z zarzutami o wykorzystywanie zawodników i od lat wzbraniają się przed wdrożeniem systemu jakichkolwiek kontraktów dla studentów.

W turnieju tradycyjnie „zatańczy” 68 uczelni z całego kraju, odpowiednio rozstawionych i ułożonych geograficznie. Najwięcej szans przed rozpoczęciem rywalizacji daje się obrońcom tytułu, Villanovie Wildcats, a także Północnej Karolinie, uczelni Kansas oraz Uniwersytetowi Gonzaga z Przemkiem Karnowskim w składzie. Polski środkowy ma za sobą świetny sezon (śr. 12 pkt, 6 zb.) i wraz z całą ekipą Bulldogs był podkreślany na czerwono w notesach rzeszy ekspertów przez cały sezon, notując niemal perfekcyjne rozgrywki (tylko jedna porażka w rundzie zasadniczej).

Śledząc turniej warto również bacznie przyglądać się zawodnikom, którzy już w przyszłym sezonie mogą rywalizować na parkietach NBA. A warto tym bardziej, że tegoroczna klasa draftu zapowiada się na najmocniejszą od lat. To właśnie przez potencjał takich graczy, jak Lonzo Ball (UCLA), Josh Jackson (Kansas), Jayson Tatum (Duke), czy Malik Monk (Kentucky) kilka drużyn NBA stara się aktualnie nie zwyciężać za często, by mieć jak najwięcej szans w loterii draftowej na wylosowanie czołowego numeru i pozyskanie któregoś z tych kamieni węgielnych, na których oprze przyszłość całej organizacji przez najbliższe lata.

Sport akademicki jest w USA prawdziwym fenomenem. Trudno objąć to zjawisko rozumem i jeszcze trudniej wyobrazić sobie, by mecz koszykówki między Uniwersytetem Śląskim a warszawską Szkołą Główną Handlową był transmitowany w TVP1 i gromadził kilkumilionową publiczność telewizyjną. Czysta abstrakcja. Uświadomić może jednak, jak wiele brakuje nam w systemie, kulturze oraz idei kształcenia młodzieży. 

Autor: 
Adam Bochenek
Źródło: 

eurosport.onet.pl

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.