Rok wielkich zmian u Biało-Czerwonych

Dla większości kadrowiczów to najlepsze dwanaście miesięcy w karierze. Nowy trener zmienił ich mentalność.

Przyszedł Stefan i nas odmienił. To było najważniejsze wydarzenie w polskich skokach w minionym roku – stwierdził Piotr Żyła. Dla niego zmiana szkoleniowca była chyba najbardziej bolesna.

Austriacki szkoleniowiec postawił sprawę jasno: zmieniasz pozycję dojazdową do progu albo... żegnasz się z kadrą. Żyła cierpiał, bo był przekonany, że "garbik i fajeczka" czyli charakterystycznie opuszczony tyłek oraz nisko pochylona głowa zaraz po ruszeniu z belki startowej działa. Horngacher kategorycznie kazał zmienić nawyki. – Do dziś nie jestem przekonany, czy wyszło na korzyść, ale... już przestałem się nad tym zastanawiać. Od kiedy nie myślę za dużo o skokach, jest lepiej. Za mną męczący, bardzo pracowity, ale owocny rok. Fajnie, że obudziłem się w Oberstdorfie, gdzie rozbieg jest nudny i monotonny. Nie lubię go, wolę ten w Garmisch-Partenkirchen – powiedział Żyła.

Pytany, co zmienił Stefan Horngacher, odpowiada: – Skoki sprawiają coraz większą radość. Kiedy są wyniki, skacze się łatwiej i przyjemniej trenuje. W turnieju wszyscy mamy szansę na życiowy sukces, nakręcamy się pozytywnie. Nie ma presji. Pokazujemy, co umiemy – to najważniejsze. Horngacher zmienił naszą mentalność. Uświadomił, że jesteśmy zawodnikami ze światowej czołówki i tak mamy się zachowywać. Ciężko pracujemy, więc sukces to nie cud tylko efekt treningów. W poprzednich latach też to wiedzieliśmy, mieliśmy sukcesy, jednak złe skoki oddziaływały na nas bardziej negatywnie niż teraz. Dziś słaby skok już nie zaciemnia sytuacji, nauczyliśmy się mniej nim przejmować. Skoczyłem słabo? Trudno, idę i dalej robię swoje. W poprzednich latach trudniej było nam odzyskać formę niż teraz.

– Za mną rok wielkich zmian, które przyszły z osobą trenera – dodaje Maciej Kot. – Stefan przyniósł nowy pomysł i wizję skoku. W moim przypadku zaowocowało to ogromnymi sukcesami. Lato było wspaniałą, niezapomnianą przygodą. Wygrałem Grand Prix. Zima trwa i też dostarczyła już niesamowitych wrażeń. W Lillehammer pierwszy raz stanąłem na podium w PŚ. Za mną miesiące obfite w sukcesy, nowe doświadczenia i przemyślenia. Stefan zmienił mentalność i postrzeganie sukcesu. To już nie jest coś wyjątkowego, nieosiągalnego i niesamowitego, tylko norma. Nauczyliśmy się z tym żyć, wygrywać i czerpać korzyść z każdego skoku. Nawet nieudana próba ma w sobie coś dobrego, z czego można się cieszyć. Pracowałem nad tym od lat, wcześniej byłem niezadowolony, stale miałem uczucie niedosytu. Dziś pojawia się radość z każdego, udanego elementu.

Kot, Żyła, Hula i Kubacki osiągnęli w Oberstdorfie życiowe wyniki. Tak dobrze turnieju nie zaczęli nigdy. – Praca, praca i jeszcze raz praca. To jest recepta na sukces – mówi Kubacki. – Widzimy jej efekty i to nas nakręca do jeszcze większego poświęcenia. Pewnie, że chciałoby się nacieszyć sukcesem, ale... nie teraz. Na to przyjdzie czas w Planicy, na koniec sezonu. Na razie trwa turniej i chcemy czerpać z niego jak najwięcej. – Za mną najlepszy rok w sportowej karierze. Przede mną... oby lepszy – uśmiecha się na koniec Hula

Robert Błoński dziennikarz "Przeglądu Sportowego"

Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.