Bój o kryształową kulę czas zacząć. Za nami pierwszy weekend z biathlonem

W ubiegłą sobotę miała miejsce inauguracja biathlonowego pucharu świata. Najlepsi zawodnicy i zawodniczki globu rozpoczęli zmagania o panowanie na biathlonowej planszy. Kto okazał się królem, a kto zawiódł niczym pionek zbity z szachownicy?

Kontiolahti od początku było przymierzane do goszczenia inauguracji pucharu świata w sezonie 2020/2021. Władze IBU postanowili zrezygnować z tradycyjnej rywalizacji w szwedzkim Östersund. Głównym powodem przeniesienia pierwszych zawodów do Finlandii był fakt, że w Kontiolahti trasy są nowocześniejsze i lepiej utrzymywane, co jest bardzo ważne w kontekście rywalizacji na początku grudnia, gdy pogoda lubi płatać figle. Pandemia nie pokrzyżowała planów i światowa czołówka zjechała na dwa weekendy rywalizacji w fińskiej miejscowości. Przez moment pojawił się nawet płomyk nadziei na obecność kibiców podczas zawodów. Finalnie organizatorzy zrezygnowali jednak z tego pomysłu, lecz sam fakt odbycia się inauguracji pucharu świata jest w obecnych czasach absolutnym pozytywem. Podczas pierwszego weekendu zmagań na kibiców czekały cztery biegi w ciągu dwóch dni.

W sobotę byliśmy świadkami rywalizacji w biegach indywidualnych. Jako pierwsi na trasie biegu o najdłuższym dystansie pojawili się mężczyźni. Przed sezonem nie szykowaliśmy się na rywalizację o kryształową kulę u panów. W ubiegłym sezonie karierę zakończył Martin Fourcade, u którego ostatni rok startów był i tak wielkim rozczarowaniem. Męski biathlon doczekał się nowego króla, a jest nim Norweg Johannes Thingnes Boe. W zeszłym sezonie zdominował rywalizację o dużą kryształową kulę. Wygrał klasyfikację generalną mimo odpuszczenia dwóch rund z powodu narodzin syna. Lecz początek sezonu rządzi się własnymi prawami. Nie wiemy nic o formie zawodników, ponieważ starty kontrolne nie mogą się równać z rywalizacją na najważniejszych trasach świata. Do tego dochodzi fakt, że jako pierwszy rozgrywany jest bieg indywidualny. Najważniejszą różnią pomiędzy tym biegiem a innymi jest brak rundy karnej. Zawodnicy za pudło nie są karani 150 metrami dodatkowego biegu, lecz do ich czasu doliczana jest minuta. Podstawą jest więc dobre strzelanie, lecz nie należy zapominać o biegu. Zawodnicy rywalizują bowiem na najdłuższej trasie, która wynosi 4 kilometry. Oznacza to, że podczas rywalizacji często jesteśmy świadkami niespodzianek, i podobnie było w Kontiolahti. Zwycięzcą okazał się Norweg Sturla Holm Laegreid. Pochodzący z Baerum zawodnik okazał się największą niespodzianką minionego weekendu. Zachowując czyste konto na strzelnicy wyprzedził swojego rodaka Johannesa Boe oraz Niemca Erika Lessera. O tym, że dla młodego Norwega zwycięstwo w sobotnim biegu było raczej jednorazowym wyskokiem, niż wdrapaniem się na szczyt i pozostaniem na nim, przekonaliśmy się w niedzielę. Mający 23 lata biathlonista zaliczył jedno pudło na strzelnicy i ostatecznie uplasował się na 18 miejscu. Co prawda jesteśmy w tym sezonie dopiero po dwóch biegach i przesądzanie o dyspozycji i możliwościach Laegreida jest niczym wróżenie z fusów. Jeśli chodzi o szczyt tabeli wyników, w niedzielę wszystko wróciło do normy. Wygrał Johannes Boe przed dwoma Szwedami: Sebastianem Samuelssonem i Martinem Ponsiluomą. W taki sposób zakończyły się pierwsze dwa dni zmagań mężczyzn na trasach w Kontiolahti.

Podobnie jak panowie, panie również zaczęły rywalizacje w nowym sezonie od biegu indywidualnego. W odróżnieniu od mężczyzn, zwyciężczynią zawodów okazała się zdobywczyni pucharu świata z poprzedniego sezonu. Po bezbłędnym strzelaniu i Włoszka Dorothea Wierer wyprzedziła o zaledwie 0,8 sekundy Niemkę Denise Herrmann, która zaliczyła jedną karną rundę. Była biegaczka narciarska musiała się jednak zadowolić drugim miejscem. Podium uzupełniła Szwedka Johanna Skottheim. Zwyciężczyni z soboty nie potwierdziła swojej formy w niedzielnym sprincie, zajmując dopiero 22 pozycję. Zawody, które kończyły pierwszy weekend zmagań w Kontiolahti padły łupem Hanny Oeberg. Za obecną mistrzynią olimpijską w biegu indywidualnym na podium uplasowały się dwie Norweżki: Marte Olsbu Roeiseland oraz Karoline Offigstad Knotten. Szwedka zwyciężając w sprincie wskoczyła na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej. Zarówno reprezentanci, jak i reprezentantki Szwecji zaliczyli duży progres w biegu. Reprezentacja tego skandynawskiego kraju zatrudniła przed sezonem byłego trenera biegów narciarskich, co jak widać przyniosło efekty. Szwedki wyrastają więc na faworytki rywalizacji w sztafecie, która odbędzie się już w najbliższy weekend.

Podsumowując rywalizacje w Kontiolahti nie można przejść obojętnie wobec startów Polaków. Obecnie nasz męski biathlon przeżywa bardzo trudny okres. Nasi rodacy z Grzegorzem Guzikiem na czele nie spisują się zbyt dobrze na strzelnicy, a w biegu wygląda to jeszcze gorzej. Idealnym przykładem na to jest niedzielny start Andrzeja Nędzy-Kubińca, który mimo bezbłędnego strzelania zajął dopiero 56 miejsce, przegrywając z zawodnikami, którzy pudłowali nawet 3-4 razy. Dla naszych rodaków bramą do raju jest miejsce w punktach. Niestety jest to rzadkością a na horyzoncie nie widać, aby szybko było lepiej. Nasze panie prezentują lepszą formę, niż panowie, ale po rywalizacji w Finlandii pozostaje lekki niesmak i niedosyt. Nasze rodaczki zaczęły od falstartu w sobotę. W biegu indywidualnym najlepszą pozycję z Polek zajęła Karolina Pitoń, która zakończyła rywalizację na 53 pozycji. Cechą wspólną reprezentantek Polski był bardzo słaby bieg, co uniemożliwiło walkę o punktowane pozycje. Lepiej było w niedzielę. Punktowały trzy, z czterech naszych reprezentantek: Monika Hojnisz- Staręga, Kamila Żuk oraz Kinga Zbylut. Każda z nich uplasowała się w czwartej dziesiątce, zajmując kolejno miejsca nr. 31, 36 i 40. Jest to niedosyt po poprzednim sezonie, gdy reprezentantki naszego kraju niejednokrotnie pukały do pierwszej dziesiątki. Miejmy nadzieję, że wraz z trwaniem sezonu forma Polek, a zwłaszcza biegowa się poprawi i będą regularnie punktować na wysokich pozycjach. Szczególnie w tym sezonie jest to bardzo ważne, ponieważ od końcowych pozycji Polek w klasyfikacji generalnej zależy, ile naszych rodaczek zobaczymy na Igrzyskach Olimpijskich.

Pierwsze koty za płoty. Za nami początek zmagań w biathlonowym pucharze świata. Będzie to zdecydowanie najdziwniejszy sezon w dziejach, ponieważ w każdym momencie może zostać przerwany. Oby jednak wszystko szło zgodnie z planem, a zawodnicy w zdrowiu dotrwali do ostatnich zawodów.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
8 + 12 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.