Piękno kolarstwa na półwyspie Apenińskim. Podsumowanie Giro d’Italia 2020

Za nami trzy tygodnie rywalizacji na Włoskich trasach. Zaczęło się ciekawie, potem było trochę nudnawo, aż w końcu kolarze zafundowali nam finał jakich mało. Czas więc pochylić się nad tegoroczną edycją Giro. Zapraszam na przegląd najważniejszych wydarzeń drugiego wielkiego touru w tym roku.

   Miało być zupełnie inaczej. Majowa rywalizacja kolarzy z całego świata miała rozpocząć się etapami na Węgrzech. Pandemia koronawirusa spowodowała jednak, że kolarze nie stanęli do startu w maju, tylko w październiku a rywalizacja o różową koszulkę miała swój początek nie w Budapeszcie, a na Sycylii. Niepewność- to słowo, które najlepiej obrazuje nastroje wśród zarówno kolarzy, jak i całych ekip. Nikt nie wiedział, czy dane mu będzie stanąć do startu wszystkich 21 etapów. Pozytywny wynik testów na covid-19 wykluczał z dalszego udziału całą drużynę, wszystkie przygotowania szły na marne. Co prawda czasu na obozy przygotowawcze nie było za wiele. Cały sezon kończony jest na niesamowitej intensywności. Taki los spotkał ekipy Mitchelton-Scott i Jumbo-Visma, które wycofały się z rywalizacji właśnie z powodu zakażeń covid-19 w swoich szeregach. Bezprecedensowym pozytywem był jednak sam start wyścigu.

    Przebieg wyścigu nie był za bardzo dynamiczny jeśli chodzi o przetasowania w klasyfikacji generalnej. Najważniejszym wydarzeniem pierwszych dni włoskiego wyścigu było jednak wycofanie się z rywalizacji jednego z głównych faworytów do wygranej- Gerainta Thomasa. Kolarz ekipy Ineos po wypadku, w którym ucierpiało jego żebro, opuścił kolumnę Giro. Po pierwszym górskim etapie z metą na Etnie koszulkę lidera założył João Almeida i utrzymywał ją przez kolejnych 14 etapów.  Dominowała jazda defensywna. Kolarze przede wszystkim czekali na słabość rywali i nie kwapili się do ataków. Taka postawa wydawała się dziwna szczególnie w stosunku do lidera. Portugalczyk nie jest wybitnym góralem, a jazda na wyniszczenie prezentowana przez rywali powodowała, że kolarz z półwyspu Iberyjskiego w różowej koszulce spędził aż dwa tygodnie. Organizm João Almeidy w końcu się poddał i rozpoczęła się walka o prowadzenie w klasyfikacji generalnej. Królewski etap wyłonił nową czołówkę, która miała rywalizować o końcowy triumf. Na metę jako pierwszy przyjechał Jai Hindley z ekipy Sunweb. Liderem został jednak jego drużynowy kolega Wilco Kelderman. Sytuacja w klasyfikacji generalnej wyglądała niesamowicie ciekawie. Pierwszy był Kelderman, a tuż za nim plasowali się Jai Hindley i Tao Geoghegan Hart, ze stratami wynoszącymi kolejno 12 i 15 sekund. Wszystko miało zostać rozstrzygnięte podczas 20 etapu- ostatniego górskiego odcinka. Moment słabości miał lider, co wykorzystała drużyna Ineos. Od grupy lidera odjechało trzech kolarzy, z czego dwóch z angielskiej ekipy. Pod koniec ostatniego podjazdu wiadome było, że zwycięzcą Giro d’Italia 2020 najprawdopodobniej zostanie Jai Hindley lub Tao Geoghegan Hart, bo to oni najszybciej znaleźli się na szczycie ostatniego podjazdu. Pomiędzy wspomnianą dwójką zaczęło się czarowanie godne kolarskiego sprintu, wreszcie jako pierwszy ruszył Brytyjczyk i wtedy stało się coś wcześniej niespotykanego. Kolarz z Ineos wygrywając etap, zrównał się czasem z Australijczykiem. Kwestia przyznania różowej koszulki na ostatni etap została rozstrzygnięta na tysięczne części sekundy. I właśnie o miarę przypominającą bardziej wyścigi formuły 1, niż kolarskie, rywalizacje o  założenie różowej koszulki wygrał Jai Hindley. Ostatni etap to jazda indywidualna na czas wokół Mediolanu. Mocniejsze karty w swojej ręce miał Brytyjczyk, to on jeździł lepiej na czas. Co prawda na papierze mocniejszy był kolarz ekipy Ineos, lecz presja związana z bycia faworytem, jak i piękno i przewrotność sportu powodowały, że nie należało skreślać Australijczyka. Tao poradził sobie jednak z oczekiwaniami i został zwycięzcą Giro d’Italia, choć w koszulce lidera nie przejechał ani jednego etapu. Założył ją jednak koniec końców w Mediolanie stając się zwycięzcą 103 edycji włoskiego wyścigu.

   W kolarstwie nie ma rzeczy niemożliwych. Tao Geoghegan Hart na Giro pojechał z zadaniem pomagania liderowi swojej drużyny Geraintowi Thomasowi, a wyjechał z trofeum za zwycięstwo w całym wyścigu. Historia rywalizacji w końcówce ożywiła nam nudnawy przebieg wyścigu. Bez niej, tegoroczna edycja Giro była by jedną z nudniejszych w ostatnich latach. Lecz nie skupiajmy się na tym, co by było gdyby… Tao Geoghegan Hart nie mógł wymyślić sobie lepszej sposobności do wygrania wielkiego touru. W tym roku jego umowa z angielską drużyną dobiega końca, a on ma teraz wszystkie argumenty po swojej stronie. Brytyjczyk ostatnimi dniami ze zwykłego i szarego pomocnika stał się rozpoznawalną postacią w peletonie. Czas przyniesie nam odpowiedź na pytanie, czy poprzestanie on na jednej wygranej w wyścigu tej rangi?

   Podsumowując tegoroczne Giro d’Italia należy pochylić się nad dokonaniami gospodarzy. Cztery z 21 etapów padły łupem Włochów, a w zasadzie jednego Włocha. Filippo Ganna przyjechał do swojego rodzinnego kraju z nastawieniem na czasówki, a tych na tegorocznym wyścigu dookoła Włoch było aż trzy. Mistrz świata w jeździe indywidualnej na czas wygrał je wszystkie, a do tego dorzucił zwycięstwo na jednym  z etapów. Był to jednak jedyny włoski akcent w tegorocznym Giro. Mieszkańcy Włoch najbardziej liczyli na to, że o różową koszulkę powalczy Vincenzo Nibali. „Rekin z Mesyny” nie błyszczał jednak formą, a wpływ na jego dyspozycje mogła mieć jazda całej ekipy Trek-Segafredo. Kolarstwo to mimo wszystko sport drużynowy, a w decydujących momentach Nibali nie miał koło siebie nikogo do pomocy. Na razie kibice z Italii nie widzą na horyzoncie jego następcy.  Włosi Mają co prawda mistrza świata, ale samymi czasówkami żadnego wyścigu nie da się wygrać…

   Kibice z Polski trzymali mocno kciuki za Rafała Majkę. Polak zaczął dość niemrawo, bo po pierwszym etapie, którym była jazda na czas, kolarz z Zegartowic poniósł straty. Potem sukcesywnie je odrabiał i nawet zahaczał o TOP 5, ale w trzecim tygodniu problemy żołądkowe przekreśliły jego szanse walki o najwyższe cele. Dla Polaka był to ostatni wielki wyścig w barwach ekipy Bora-Hansgrohe. Następny sezon nasz rodak rozpocznie w barwach zespołu UAE Team Emirates. Zasili więc szeregi drużyny zwycięzcy Tour de France. Niestety ostatnie Giro w barwach starego zespołu może okazać się ostatnim wielkim tourem Rafała w roli lidera. Nie znamy jednak zapisów w jego kontrakcie, więc oby okazało się, że stanie jeszcze kiedyś do walki o jak najwyższą lokatę w Giro, TdF lub Vuelcie.

   Godne pożegnanie z peletonem zaliczył CCC Team. Kolarz polskiej ekipy jeżdżącej w najwyższej dywizji, Josef Černý wygrał 18 etap tegorocznego Giro. Bardzo chaotyczny odcinek, storpedowany przez złe warunki pogodowe sprawił, że do ucieczki zabrało się wielu kolarzy. Peleton „odpuścił” odjazd, co sprawiło, że zwycięzca jedzie właśnie w ucieczce. To właśnie Czech okazał się najszybszy. Straty finansowe spowodowane pandemią covid-19 spowodowały, że prezes CCC postanowił zrezygnować z finansowania ekipy kolarskiej w następnym sezonie. Większość kolarzy już nalazła angaż w innych ekipach najwyższej dywizji. Piękny sen o polskiej ekipie rangi World Tour ziścił się na dwa sezony. Na sam koniec przygody CCC Team w kolarskiej ekstraklasie kolarz polskiej ekipy wywalczył etapowe zwycięstwo w wielkim tourze.

   Tegoroczne Giro d’Italia było mieszanką różnych emocji. Mieliśmy trochę radości, chwilami w środkowej części wyścigu wiało nudą, by na końcu mieć dawkę zaskoczenia. Nie był to co prawda najgorszy wyścig, ale w tegorocznym zestawieniu plasuje się sporo za Tour de France. Ostatnie słowo należy do hiszpańskiej Vuelty, która już trwa. Niech więc długie jesienne wieczory obfitują w kolarskie emocje.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
8 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.