Z Tokio nasi sportowcy wrócą z tarczą, czy na tarczy?

Z Tokio nasi sportowcy wrócą z tarczą, czy na tarczy?

Choć do wylotu naszej Reprezentacji Olimpijskiej został jeszcze rok, już trwają spekulacje na temat naszego potencjalnego dorobku. Gdyby nie pandemia, już trwałyby Igrzyska. Sportowcy mają jeszcze rok. Czy oznacza to dodatkowe 365 dni na szlifowanie formy, czy raczej udrękę, bo plany na 2021 rok były związane bardziej ze sportową emeryturą?

 

Przypomnijmy sobie tygodnie przed igrzyskami w RIO. Z telewizji słyszeliśmy głosy o tym, że ta Olimpiada może przejść do historii. W samej lekkoatletyce mieliśmy wg. ekspertów co najmniej kilkanaście szans medalowych. Być może było to spowodowane wspaniałym występem naszych lekkoatletów na ME w Amsterdamie. Lecz mistrzostw Europy nie można porównywać do igrzysk o czym się boleśnie przekonaliśmy. Na wysokości zadania stanęła jedynie Anita Włodarczyk, która złoto w rzucie młotem przypieczętowała rekordem świata. Gdyby nie Harting, z tym, że nie Robert a jego brat Christoph, mielibyśmy złoto Piotra Małachowskiego. Ale można równie dobrze powiedzieć, że gdyby parenaście milionów lat temu w Ziemie nie uderzyła kometa, to dziś po naszej planecie chodziłyby dinozaury. Do lekkoatletycznego worka brąz dorzucił jeszcze Wojciech Nowicki. Królowa sportu w Brazylii była dla nas nie zbyt przyjazna, bo tyle medali ile mieliśmy zdobyć w biegach, skokach i rzutach, zdobyliśmy na całych igrzyskach. Pompowanie balonika w tym przypadku kompletnie się nie opłaciło. Oby za rok media nie dzieliły skóry na niedźwiedziu, bo pięknem sportu jest jego nieprzewidywalność a lepiej przeżyć miłe zaskoczenie, niż zawód.

 

Jak na zimowych Igrzyskach Olimpijskich liczymy najbardziej na skoczków, tak latem największe nadzieje pokładamy w lekkoatletach. Nie inaczej będzie w Tokio. Oczywiście najbardziej liczymy na konkurencje techniczne, a w szczególności na rzut młotem, oraz skok o tyczce. Nie możemy zapominać także o naszych średniodystansowcach czyli o Adamie Kszczocie i Marcinie Lewandowskim. Poza lekkoatletyką medale będą miłą niespodzianką, no może poza siatkówką mężczyzn, bo nasi zawodnicy nie gryzą się w język i zgodnie stwierdzają, że do Japonii jadą po złoto. Fajnie byłoby ugrać coś w kajakarstwie bądź wioślarstwie. Jeśli chodzi o kolarstwo, to wszystko się może zdarzyć. Pięknem wyścigu na Igrzyskach jest brak komunikacji radiowej co sprawia, że kolarze nie są sterowani przez dyrektorów sportowych a to wpływa na większą nieprzewidywalność. Trasa wyznaczona jest po górach, więc miło byłoby powtórzyć wynik sprzed czterech lat i wywalczyć medal.

 

Największą niespodzianką, przynajmniej według mnie, był pięciobój nowoczesny. Sport uważany przez Barona Pierre de Coubertin za najważniejszy bo startujący w nich sportowcy muszą wykazać się największą wszechstronnością. Dla niewtajemniczonych już wyjaśniam, że na pięciobój nowoczesny składają się następujące sporty: Szermierka, pływanie, jeździectwo oraz bieg połączony ze strzelaniem. Trzecią najbardziej wszechstronną zawodniczką w 2016 roku została Oktawia Nowacka. Liczymy, że w Tokio godnie będzie reprezentować naszą ojczyznę, co przyczyni się do rozpowszechnienia się w naszym kraju pięcioboju nowoczesnego, który uważam za jedną z ciekawszych dyscyplin podczas igrzysk. Na sporty zespołowe nie ma zbytnio co liczyć. Nasza piłka ręczna przeżywa trudne czasy, a koszykarze co prawda mają za sobą bardzo udane mistrzostwa świata, lecz to może być za mało na medal. Być może w dyscyplinie, która debiutuje w przyszłym roku na igrzyskach czyli wspinaczce sportowej uda się coś zdobyć. Mamy tam bowiem jednego z czołowych wspinaczy świata.

 

Jak widać na igrzyska w Tokio wysyłamy parę pewniaków a na inne szanse medalowe patrzymy przez pryzmat „może, ale nie musi”. Nie pompuje balonika, ale miło byłoby usłyszeć polski hymn częściej niż w RIO a przypomnę tylko, wcale nie złośliwie, że w Brazylii grano go tylko dwa razy.

Autor: 
Jarosław Truchan

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
3 + 2 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.