Kamil Stanisławski - trener z wyboru

Piłką nożną interesuje się od dawna. Niegdyś praktykował ten sport dla własnej przyjemności. Dziś z inicjatywy przede wszystkim swoich uczniów, jest również trenerem. Pan Kamil Stanisławski pełni funkcję koordynatora do spraw szkolenia młodzieży KS Wasilków oraz od niedawna jest trenerem seniorów klubu o tej samej nazwie. Naucza również języka niemieckiego w szkole podstawowej im. księdza Wacława Rabczyńskiego w Wasilkowie i jest wychowawcą klasy 7A z rocznika 2007.  Prywatnie zaś jest zagorzałym kibicem Bayernu Monachium. 

 

Skąd wzięło się Pańskie uwielbienie do piłki nożnej? Kiedy poczuł Pan, że jest to sport, z którym chciałby Pan związać przyszłość?

Zaczęło się to w wieku 11 lat, kiedy trafiłem do klubu młodzieżowego z Łomży. Miłość do tego sportu zaczęła się tak naprawdę od pierwszej bramki i tak się to potoczyło. Potem sprawy trenerskie za dorosłego życia, spowodowały, że jestem w tym sporcie do dziś.

W sezonie 2009/2010 był Pan napastnikiem w zespole Pogoń Łapy. W 27 występach zanotował Pan 10 trafień. Jak wspomina Pan te czasy?

W samych superlatywach wspominam ten czas, bo to był chyba najlepszy sezon w moim życiu.  Osiągnąłem wtedy największy możliwy sukces, na miarę mojego, nazwijmy to, talentu, bo doszliśmy też z Pogonią Łapy do finału Podlaskiego Pucharu Polski, niestety przegranego, ale był to fantastyczny czas. 

Czy to prawda, że należał Pan również do niemieckiego klubu TuS Melle?

Tak. W momencie kiedy miałem chyba 18-17 lat, sprawy rodzinne potoczyły się w ten sposób, że mogłem wybrać, gdzie chcę pójść na studia. Przez rok czasu mieszkałem w Niemczech, tam zgłosiłem się do klubu TuS Melle, przeszedłem testy i przez rok grałem w tym klubie. To też był fantastyczny czas, ale potem plany życiowe się zmieniły. Wróciłem z powrotem do kraju.

Skąd zrodził się u Pana pomysł na zostanie trenerem?

Wiesz, to było dość przypadkowe, tak naprawdę zupełnie nie ode mnie, tylko dzięki moim uczniom. Już byłem nauczycielem tutaj, w Wasilkowie i tak naprawdę jeden z uczniów przyszedł do mnie z taką propozycją, że oni trenują w takim klubie jak KS Wasilków i zapytali czy ja nie chciałbym zostać ich trenerem. Miałem w tym czasie z nimi WF. Poszli sami do prezesa i powiedzieli, że mają takiego, a nie innego nauczyciela. Po paru dniach dostałem telefon od prezesa z pytaniem czy ja nie chciałbym poprowadzić klubu. Z racji tego, że wykonywałem już, powiedzmy, zawód piłkarza jednocześnie będąc nauczycielem, miałem podstawy do tego, żeby móc prowadzić drużynę juniorów, no i tak to się zaczęło.

Czy za czasów grania w piłkę, posiadał Pan jakiś swój autorytet boiskowy?

Tak, myślę, że to każdy chłopak w jakimś wieku, gdzieś dąży do tego, żeby jakiegoś idola naśladować. Tak jakby nie będę tu oryginalny na pewno w Twoich oczach, jeśli powiem, że to był Niemiec (śmiech). Jürgen Klinsmann to był taki zawodnik, na którym się wzorowałem. W każdym klubie grając, chciałem mieć numer 18. To był zdecydowanie ten piłkarz.

Doszły mnie słuchy o podejmowanym przez Pana stażu trenerskim w Hannoverze 96. Jak to wyglądało?

Staż w Hannoverze odbyłem ze względu na licencję trenerską, bo robiłem w tym czasie licencję UEFA A i był wymagany staż do zrobienia tej licencji u trenera z licencją UEFA Pro. Z racji tego, że chciałem zrobić troszeczkę coś bardziej dla siebie, postawiłem na naszych zachodnich sąsiadów. Popisałem trochę maili, porozsyłałem swoje CV po różnych klubach niemieckich, w okolicach, w których właśnie grałem. Spotkałem się z odzewem, że “Tak, zapraszamy, można taki staż u nas odbyć” i tak trafiłem do Hannoveru na tydzień. Dziewięć dni byłem wtedy w Hannoverze. Cudowny czas, bardzo rozwinął mnie, moją wyobraźnię na to, co można tak naprawdę osiągnąć i w którym kierunku podążać. Byłem tam w akademii Hannoveru 96 i pod chłopców, których obecnie tutaj trenuję ten staż był. No nie ukrywam, chciałem, jak można wpłynąć, jak jeszcze bardziej coś od nich wymagać i dotrzeć do tego “mentalu” tak modnego dzisiaj.

Jak wyglądają Pańskie treningi? Na co najbardziej Pan stawia?

Każdy kto był pod moimi skrzydłami wie, że mam bakcyla, że jestem chory na punkcie taktyki. To staram się dać swoim podopiecznym. Coś innego, co mogłoby mnie wyróżnić od innych trenerów, nieskromnie mówiąc, to właśnie to, że jestem maniakiem taktyki. Staram się tak drużynę ustawiać, trenować przez cały “mikrocykl”, czyli tydzień czasu, żeby przeciwnik nas nie zaskoczył niczym, a wprost przeciwnie, żeby nasza gra nie była rozpoznana przez innych zawodników, przeciwników z pola. Taktyczne niuanse, żeby zaskoczyć przeciwnika to jest mój konik.

Trenował Pan kiedyś drużynę dziewcząt. Co Pan uważa o uprawianiu tego sportu przez dziewczyny? Czy powinny iść w tym kierunku?

Oczywiście, że tak! Ten czas był świetny i szczerze mówiąc troszeczkę szkoda, bo to też była inicjatywa dziewcząt i szkoda, że później, w kolejnych rocznikach nie było już takich dziewczyn z tym bakcylem. Mówię o ziemiach wasilkowskich. Na Podlasiu istnieją dwa tak naprawdę liczące się drużyny dziewcząt, a na przykład z perspektywy tego, jak wygląda to w Niemczech to jest przepaść. I tego szkoda, bo naprawdę bardzo fajnie w tym sporcie mogą sobie radzić również dziewczyny. Też nie ukrywajmy, trochę łatwiej jest o sukces, bo jest mniejsza rywalizacja. Może kiedyś ktoś się jeszcze trafi. Ja jakby co przetarcie mam i bardzo fajnie to wspominam.

Skąd wzięło się Pańskie uwielbienie dla ligi niemieckiej?

Właśnie dlatego, że moje życie w większej części w pewnym momencie było związane z Niemcami. Mam tam pół rodziny, moja mama jest pół Niemką, pół Polką w tym momencie. Od małego każde wakacje, każde ferie spędzałem w Niemczech. Mój idol zagrał w pewnym momencie w Bayernie. Tak się właśnie zacząłem interesować tym klubem. Mimo, że idol odszedł, to ja przy klubie już zostałem, jako jego wierny fan i tak to wygląda do dziś.

Oprócz zainteresowań sportowych, jest Pan także nauczycielem języka niemieckiego. Jak dzisiejsza młodzież radzi sobie z tym językiem?

Doskonale! (śmiech). Fajnie jest, bo uczniowie doceniają lekcje niemieckiego, kiedy idą do szkoły średniej i się okazuje, że wiedzą więcej, niż im się wydawało, względem swoich rówieśników. Idąc tym tokiem, mogę powiedzieć, że bardzo dobrze idzie uczniom, którzy z tej szkoły wychodzą, pod względem nauki i przyswojenia języka i myślę, że jeżeli komukolwiek będzie kiedyś potrzebny w przyszłości to na pewno ten początek gdzieś tam w głowie zostaje i będą mieli łatwiejszą drogę, żeby dalej w tym kierunku pójść. Tak mi się wydaje.

Czy znajduje Pan dla siebie czas wolny? Jak Pan go spędza?

Mam z tym ogromny problem. To jest w tym momencie rzecz, która spędza mi sen z powiek. Nie mam czasu wolnego praktycznie zupełnie.

 

Autor: 
Ewelina Dąbrowska
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 9 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.