Wspaniały koncert wielkich wirtuozów. Podsumowanie Tour de France 2020

Za nami jedna z najciekawszych edycji wielkiej pętli ostatnich lat. Trzy tygodnie rywalizacji, podczas których emocjonowaliśmy się jazdą najlepszych kolarzy globu. Było wiele wzlotów i upadków, radości i rozczarowań. Czas podsumować trzytygodniową rywalizację nad Loarą.

Przed startem 107 edycji TdF było znacznie więcej niewiadomych, niż wiadomych. O formie kolarzy wiedzieliśmy niewiele a w dodatku wyścig dookoła Francji był pierwszym w tym roku rozegranym wielkim tourem. Zapowiadało się więc bardzo ciekawie. Start wyścigu nastąpił w Nicei. Pierwszy etap był okazją dla sprinterów, którzy jak zwykle w licznym gronie zawitali do Francji, aby walczyć o zieloną koszulkę. Na Promenadę Anglików jako pierwszy wjechał Norweg Alexander Kristoff. Były mistrz Europy został więc pierwszym posiadaczem żółtej koszulki. Trykot lidera utracił jednak na kolejnym etapie, który (podobnie jak pierwszy) start i metę miał w Nicei. Tam, po pagórkowatym etapie na mecie zjawił się jako pierwszy Julian Alaphilippe. Piąty zawodnik klasyfikacji generalnej sprzed roku ponownie zasmakował jazdy w koszulce lidera. Pierwszym górskim sprawdzianem w tegorocznym TdF był etap 4. Francuz wjechał na metę co prawda w głównej grupie, ale został ukarany za wzięcie bidonu w niedozwolonym momencie i musiał oddać palmę pierwszeństwa Adamowi Yatesowi. Po Angliku, liderem wielkiej pętli został PrimožRoglič. O ile poprzedni właściciele żółtej koszulki byli dość zaskakujący, o tyle Słoweniec był wymieniany jako jeden z faworytów do wygrania tegorocznej edycji Tour de France. Gdy sytuacja w klasyfikacji generalnej się w miarę ustatkowała, zaczęła się walka liderów. Na czele peletonu podczas górskich etapów dominowały drużyny Ineos oraz Jumbo-Visma. Ich zadaniem było zgubienie na podjazdach jak największej ilości potencjalnych rywali. Wysiłek angielskiej ekipy, która zdominowała rywalizację w wielkiej pętli w ostatnich latach, poszedł na marne. Bowiem na 15 etapie ich lider, ubiegłoroczny zwycięzca Tour de France- EganBernal, mówiąc w kolarskim żargonie „strzelił”, został za peletonem i zaliczył gigantyczne straty w klasyfikacji generalnej, które uniemożliwiły rywalizacje o zwycięstwo. Jak się okazało, powodem był ból pleców, który spowodował, że Kolumbijczyk wycofał się z tegorocznej edycji TdF na 17 etapie. Dla drużyny Ineos oznaczało to klęskę, ponieważ nie mieli nikogo wysoko w klasyfikacji generalnej, a ich cel był tylko jeden- zwycięstwo. Takim oto sposobem na placu boju pozostał praktycznie sam Primož Roglič. Teoretycznie…. Znienacka pojawił się jego rodak TadejPogačar.

http://gotowespolki.pl

Na młodego Słoweńca początkowo nikt nie zwracał uwagi. Stracił na jednym z wietrznych około minuty do czołówki i jego ataki były lekceważone przez peleton. Lecz Tadej zbierał sekundę do sekundy i przed górską czasówka był na drugim miejscu w „generalce” a jego strata wynosiła 57 sekund. Zapowiadała się ciekawa walka na przedostatnim etapie, bowiem sprawa trzeciego miejsca, o które walczyli Miguel Angel Lopez i Richie Porte. Ostatecznie to kolarz z Australii uzupełnił podium. Lecz najważniejsze było, kto założy koszulkę lidera po tym etapie, ponieważ 57 sekund było do odrobienia. Jazda indywidualna na czas z metą na podjeździe pod La Planche des BellesFilles było strzałem w dziesiątkę. Dawno nie mieliśmy takich emocji na tak naprawdę ostatnim etapie, w którym może się coś w klasyfikacji generalnej pozmieniać. Jako pierwszy wystartowałTadejPogačar, a lider wyścigu PrimožRoglič dwie minuty po nim. Mocniej zaczął młodszy ze Słoweńców. Stopniowo odrabiał straty do swojego rodaka, lecz wątpliwości budziło to, czy wytrzyma na ciężkim podjeździe. Wytrzymał. Jechał koncertowo, do tego stopnia, że uzyskał najlepszy czas wyjazdu pod sam podjazd, czym zapewnił sobie zwycięstwo w klasyfikacji górskiej. PrimožRoglič nie trafił natomiast z dyspozycją dnia. Jechał niesamowicie ciężko, podczas gdy Tadej frunął z niebywałą lekkością. Wygrał Słoweniec, lecz nie ten, który miał według wielu odnieść triumf. Cała praca zespołu Jumbo-Visma legła w gruzach, bo wygryzł ich młodzik z UAE Team Emirates. Tak w telegraficznym skrócie wyglądała walka o żółtą koszulkę. Lecz smaczków podczas tegorocznego Tour de France było więcej.

Ciekawa walka o koszulki.

   O zdobyciu żółtej koszulki podczas wielkiej pętli marzy każdy kolarz. Nie jest to jednak jedyna klasyfikacja podczas Tour de France. Najlepsi sprinterzy walczą o zieloną, tzw. „górale” o białą w czerwone grochy a młodzieżowcy o białą. Nie tylko walka o końcowy triumf w klasyfikacji generalnejbyła bardzo zażarta i ciekawa. Na początku przeanalizujmy rywalizacje w klasyfikacji punktowej. Najpoważniejszym pretendentem do zdobycia zielonej koszulki był Peter Sagan. Słowak seryjnie zdobywał ją w poprzednich latach. Jednak wojna o zielony trykot w tym roku była szczególnie interesująca. Do rywalizacji stanęło trzech kolarzy: Peter Sagan, Sam Benettoraz MatteoTrentin, choć tak naprawdę Włoch liczył się najmniej z nich. Natomiast Słowak i Irlandczyk walczyli na sprinterskich finiszach i lotnych premiach. Do ostatniego etapu nie było wiadomo kto ostatecznie zwycięży. Sagan wciąż miał matematyczne szansę na końcowy triumf. Musiałby wygrać zarówno premię lotną jak i finisz. Zdobyłby wtedy 70 punktów i wyprzedziłby w klasyfikacji końcowej Sama, pod warunkiem, że Irlandczyk nie zdobyłby ani jednego punktu. Szybko okazało się, że Słowak tym razem nie wyjdzie na podium w Paryżu. Zaszczyty przypadły w tym roku Irlandczykowi. Specjaliści od jazdy po górach również mieli we Francji pole do popisu. Co prawda zabrakło w tegorocznej edycji flagowych podjazdów, takich jak, Tourmalet, czy Alped’Huez, lecz rywalizacja przebiegała bardzo interesująco, szczególnie w końcówce tegorocznego TdF. Liderem klasyfikacji na 18 etapie był TadejPogačar. Piorytetem dla Słoweńca była jednak walka o końcowy triumf. Do walki o białą koszulkę w czerwone grochy włączył się Richard Carapaz. Ekwadorczyk nie miał nic do stracenia, ponieważ nie liczył się w klasyfikacji generalnej i na górskich premiach 18 etapu wywalczył przodownictwo w klasyfikacji górskiej. Stracił je jednak na przedostatnim etapie, ponieważ na La Planche des BellesFilles najszybciej wiechał właśnie Słoweniec, który wygrał w sumie trzy z czterech klasyfikacji: Generalną, górską i młodzieżową.

Czwarty do brydża

   Zenon Jaskóła, Rafał Majka, Maciej Bodnar i Michał Kwiatkowski. Tak po 18 etapie tegorocznej wielkiej pętli wygląda zaktualizowana lista Polaków, którzy wygrywali etap na Tour de France. Mistrz Świata z 2014 roku znalazł się w trzydziestoosobowej ucieczce. Selekcja przebiegała następująco: Najpierw z trzydziestu zostało piętnastu, potem pięciu, aż w końcu Michał pozostał w odjeździe ze swoim kolegą z drużyny Richardem Carapazem. Ekwadorczyk zachował się niesłychanie honorowo. W zamian za pomoc Polaka podczas górskich premii, które wygrywał, oddał mu zwycięstwo etapowe, przez co zyskał wiele uznania w oczach kibiców, szczególnie polskich. Na metę wjechali razem, z uniesionymi rękami. Dla Michała była to rekompensata za lata pomocy na TdF liderom zespołu. Przez wielu naszych rodaków nie był doceniany. Tzw. Niedzielni kibice oceniali go przez pryzmat triumfów etapowych i samej klasyfikacji w wielkich tourach. Była to nagroda za heroiczną pracę, jaką Michał wykonywał na rzecz liderów swojej drużyny.

   O innych szczególnych momentach, podczas tegorocznego Tour de France mógłbym napisać artykuł długością przypominający nie jedną książkę. Słabość Francuzów, trasa czy porażka ekipy Ineos, to tematy na osobne artykuły. Za nami najbardziej interesująca edycja wielkiej pętli od lat. Oby następne były równie widowiskowe i ciekawe.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 3 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.