Światem F1 rządzi pieniądz, na czym cierpi widowiskowość tego sportu.

Niedawno został opublikowany wstępny kalendarz sezonu 2021 w formule 1. Spore kontrowersje wzbudził fakt umieszczenia w nim wyścigu w Arabii Saudyjskiej. Niestety coraz częściej dochodzi do tego, że tory o ciekawej i interesującej konfiguracji pod względem szans na wyprzedzanie są zmuszone ustąpić miejsca na rzecz tych, na których widowiskowość ścigania jest mocno ograniczona.

Według najnowszych doniesień, w tym roku F1 wygenerowała o 800 mln dolarów mniej zysków, niż przed rokiem. Te straty były głównym powodem tak nagłego umieszczenia wyścigu na Półwyspie Arabskim. Co prawda, o ewentualnym dołączeniu wyścigu w Arabii Saudyjskiej do kalendarza w przyszłym roku rozmawiało się od dawna, ale teraz nadeszła idealna do tego sposobność. Państwa leżące na Półwyspie Arabskim są w stanie wyłożyć największą sumę pieniędzy, stąd w przyszłym roku będziemy mieli aż trzy wyścigi zorganizowane w państwach, które właśnie tam się znajdują. Do tego dochodzi nam aspekt polityczny. Wszyscy dobrze wiemy, jakim krajem jest Arabia Saudyjska, a hasła nawołujące do równości obecne w tegorocznym sezonie F1 kolidują z prawem, jaki jest obecny w tym kraju. Władzom tego państwa musi więc szczególnie zależeć na ociepleniu wizerunku, lecz niestety odbywa się to kosztem widowiskowości tego sportu. Przyszłoroczny wyścig zostanie zorganizowany na torze ulicznym, zaś na kolejne edycje ma zostać wybudowany tor. Lecz aby jeden wyścig doszedł do kalendarza, jeden musi z niego wypaść. Przy 22 wyścigach w roku dokładanie kolejnych byłoby bowiem czystym szaleństwem. GP Arabii Saudyjskiej odbędzie się w przyszłym roku kosztem wyścigu w Wietnamie, który koniec końców nie doczekał się ani jednej edycji.

Większość wyścigów w obecnym kalendarzu F1 stanowią tory, na których albo nie dzieje się nic, albo niewiele. Wyścigi, na których emocje są gwarantowane nie dość, że stanowią mniejszość, to w dodatku sytuacja niektórych z nich jest nieciekawa. Wiadomo już, że dni toru Interlagos jako gospodarza GP Brazylii są już policzone. Miejsce obiektu pod Sao Paulo zajmie tor uliczny w Rio De Janeiro. Jest to kolejna rezygnacja z ciekawej i obfitującej w emocje nitki, na rzecz większych przychodów finansowych. Jedynym plusem w tym sezonie F1 był powrót do ścigania na dawnych torach, na których niegdyś odbywały się wyścigi. Szczególnie miłym dla każdego fana F1 był powrót na tor w Imolii. Niestety uświadomiło to również nas w tym, do czego zmierza obecna F1. Na tym przepięknym, wąskim i wymagającym skupienia niemal w każdym momencie torze, wyprzedzanie było niemal niemożliwe. Obecna specyfikacja bolidów pozwala na wyprzedzanie głównie na prostych odcinkach. Gdy widzimy więc, że tory „z duszą” i wyścigową historią zostają wypychane na rzecz kolejnych torów ulicznych z brakiem szans na ściganie, możemy jedynie powspominać dawne czasy. Miejmy nadzieję, że przyszły sezon będzie ostatnim z tych, w którym będziemy narzekać na konfigurację torów. Rok 2022 ma przynieść bowiem rewolucję i wielkie zmiany w wyglądzie bolidów, co ma ułatwić wyprzedzanie w każdym momencie na torze. Może więc wtedy skończy się wyliczanie na palcach jednej ręki miejsc, na których możemy spodziewać się manewrów wyprzedzania.

Autor: 
Jarosław Truchan

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.