Marc Marquez i motocykl RC213V – połączenie idealne czy błąd taktyczny Japończyków?

Aktualny sezon MotoGP pokazuje, że to, co obserwowaliśmy przez ostatnie 7 lat nie jest tak nieskazitelne, na jakie wyglądało. Marc Marquez (Repsol Honda Team) doznając kontuzji ramienia podczas wyścigu inaugurującego sezon 2020 postawił zespół w patowej sytuacji. Nikt, absolutnie nikt z ekipy nie jest w stanie opanować maszyny w taki sposób, jaki prezentował do tej pory mistrz świata. Tegoroczna rywalizacja jest pasmem nieszczęść japońskiego teamu. Czy nadejdzie przełamanie?

Dla Marqueza nie ma rzeczy niemożliwych

Hiszpan przebojem „wdarł się” do królewskiej kategorii, wygrywając najcenniejsze trofeum już w swoim debiutanckim sezonie. Marc w barwach Hondy stawał na podium aż 95-krotnie, z czego 56 razy na jego najwyższym stopniu. Jednak przygoda z motocyklem RC213V nie jest tak prosta, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka. Zdecydowanie więcej aniżeli wygranych na koncie Marqueza, obserwowaliśmy widowiskowych obron oraz wywrotek kierowcy. Hiszpan jest niebywale szybkim, ale przy tym również niewiarygodnie ryzykującym zawodnikiem, jadącym na granicy możliwości maszyny, często je przekraczając. Styl ten jednak przynosi oczekiwane rezultaty – 6 mistrzostw MotoGP na 7 możliwych do zdobycia. Nie dziwi zatem fakt, iż szefostwo Hondy niemal od początku współpracy z Hiszpanem zdecydowało się stworzyć motocykl odpowiadający wyłącznie jego preferencjom. Jednak Marquez prezentuje styl jazdy niemożliwy do powtórzenia przez żadnego kierowcę tego globu. I tutaj tkwi problem. Japończycy tworząc maszynę zgodną z oczekiwaniami Marca, pozbawili szans na sukces pozostałych kolegów zespołowych Hiszpana. 

Marquez, a potem długo nikt…

Kontraktem z Hondą związani są również trzej inni zawodnicy: młodszy brat mistrza świata – Alex (Repsol Honda Team), Cal Crutchlow oraz Takaaki Nakagami (dwaj ostatni jeżdżą dla prywatnej ekipy – LCR Honda). Jednakże rezultaty przez nich osiągane, zdecydowanie odbiegają od poziomu, jaki prezentował w poprzednich sezonach Marc. Kierowcy mają ogromny problem „okiełznania” i zrozumienia charakterystyki motocykla. Jest to szczególnie widoczne w tym roku, kiedy to na ich barkach spoczywa obrona honoru japońskiej marki. Marquez doznał złamania kości ramiennej w wyniku upadku podczas wyścigu o GP Jerez, w związku z czym nie jest w stanie pomóc pracodawcy w walce o najważniejsze trofea na obecnym etapie rywalizacji.

Bez zawodnika – z numerem 93 na motocyklu – Honda notuje fatalne wyniki. Po tegorocznych 5 wyścigach, ekipa Repsol Hondy zdobyła jedynie 16 punktów w klasyfikacji zespołowej, co aktualnie daje jej ostatnie miejsce. Ponadto w klasyfikacji konstruktorów Honda zajmuje 5 (przedostatnią) pozycję z dorobkiem 37 punktów. Tak źle nie było w całej historii startów japońskiej fabryki w królewskiej kategorii. Dla porównania, w zeszłym roku ekipa zdobyła potrójną koronę: mistrzostwo zawodnika (Marc Marquez), zespołu (Repsol Honda) oraz konstruktorów (Honda). 

Sytuacja pokazuje, iż motocykl RC213V jest silny, ale jedynie w rękach 27-letniego Hiszpana. Gdy jest nieobecny, Japończycy „nie istnieją”. Zasadnym jest pytanie: Czy zespół powinien szukać kompromisu i spróbować stworzyć motocykl na sezon 2021 zgodny z oczekiwaniami wszystkich zawodników ekipy, a nie tylko mistrza świata, zmuszając go do zmian? Marquez jest zdecydowanie najlepszy na świecie i to do niego należy decydujący głos w zespole, ale warto pamiętać, że tak jak i pozostali kierowcy, Marc jest „tylko” człowiekiem i popełnia błędy, czasami skutkujące kontuzjami, a w konsekwencji i brakiem punktów. Ważne jest, by w takich chwilach posiadać plan B, którego ewidentnie Honda nie ma. Jednakże sprzeciwienie się Hiszpanowi może sprowokować go do odejścia z teamu (pomimo 4-letniego kontraktu na sezon 2021-2024), na co zespół nie może sobie pozwolić. 

Tak więc połączenie Marc Marquez – motocykl Repsol Hondy wydaje się być słodko-gorzkie, jednakże ze zdecydowaną przewagą słodyczy. Niestety to oznacza więcej goryczy dla pozostałych podopiecznych HRC (Honda Racing Corporation). 

Co dalej z Hondą?

Japończycy mają nie lada orzech do zgryzienia, którego efekty zobaczymy już niedługo. Czy ekipa wyciągnie wnioski i prawidłowo odrobi pracę domową? Czy zespół w końcu stworzy maszynę „wielu zawodników”? A może pozostawi wszystko takim, jakie jest, licząc jedynie na sukcesy Marca? Na te i na kilka innych pytań odpowiedź uzyskamy w przyszłym sezonie. A już teraz trzymamy kciuki za szybki powrót Marqueza do zdrowia i odnalezienie brakującego elementu w jeździe na RC213V pozostałych kierowców. Być może kolejne wyścigi dadzą przełamanie złej passie.

 

Autor: 
Agnieszka Piskorz
Źródło: 

motogp.com, motorsport.com

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
13 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.