Bo trzeba mieć nadzieję, że biznes się opłaci”, czyli Igrzyska okiem ekonomisty

Coraz mniej czasu pozostaje do rozpoczęcia IO w Tokio. Przygotowując się do nich, warto również zastanowić się nad innymi aspektami najważniejszej imprezy sportowej. Na początek zastanówmy się nad ekonomicznym punktem widzenia. Czy organizowanie Igrzysk w ogóle się opłaca?

Każdy z nas oglądając Igrzyska Olimpijskie, zastanawia się przede wszystkim nad poziomem sportowym tej imprezy. Jest to najważniejszy aspekt, przez który oceniamy te zawody.  Dyskutujemy nad tym, kto zaskoczył lub poległ, czy ile rekordów świata padło podczas zmagań. Często to właśnie one są czynnikiem, który najbardziej wpływa na nasze postrzeganie poszczególnych Igrzysk. Jednak nie tylko poziom rywalizacji jest ważny.  Jak dobrze wiemy, dzisiejszym światem rządzi pieniądz. Najważniejszym celem organizacji igrzysk nie jest zachwycenie poziomem sportowym, czy rozmachem zbudowanych aren. Organizatorzy chcą po prostu na nich zarobić. Celem jest sprawienie, żeby kibice wrócili do tego miasta za parę lat, właśnie przez fakt, że podobały im się igrzyska właśnie tutaj. To jest druga część tego procesu. Bezsensowne jest więc ocenianie IO pod względem finansowym zaraz po ich zakończeniu. Pieniądze wyłożone na organizacje igrzysk powinny się zwrócić co najmniej w ciągu paru lat, a nie miesięcy. 

Cały plan działania zaczyna się tworzyć jeszcze przed zgłoszeniem swojej kandydatury. Najczęściej dzieje się tak, że odbywa się spotkanie władz regionu ze sztabem organizacyjnym. Rozpatruje się wszystkie za i przeciw, a gdy pozytywów jest więcej niż negatywów, zgłaszają kandydaturę. Przydałoby się także zapytać miejscową ludność, co sądzą o pomyśle organizacji. Pamiętamy, że i my mieliśmy w ostatnim czasie pomysł zorganizowania u nas Igrzysk Olimpijskich. Do organizacji igrzysk w 2022 roku wielkimi krokami przygotowywał się Kraków.  W sumie na kampanię promującą projekt wydano ponad 11 milionów zł. Jednak zapomniano zapytać najpierw mieszkańców. Gry wreszcie przeprowadzono referendum, okazało się, że miejscowa ludność jest przeciwko organizacji tej imprezy. Do zgłoszenia kandydatury ostatecznie nie doszło, a sztab organizacyjny był 11 mln w plecy. Co do sensu organizacji igrzysk w Polsce, zastanowimy się później. Niech podany przeze mnie przykład będzie przestrogą przed pochopną decyzją organizacji. Najpierw należy spytać ludzi, co o tym pomyśle myślą. 

Zaczyna się wiec drugi etap. Gdy miasto wygrywa wyścig o organizacje IO, zaczyna się wyścig z czasem. Cały plan dawno jest przygotowany, lecz teoria nie zawsze idzie z praktyką. Mimo że nowe areny dawno są rozrysowane na papierze, muszą w ciągu siedmiu lat stanąć w realu. Do Igrzysk wszystko musi być dopięte na ostatni guzik. Od kalendarza imprezy, przez gotowość aren i miasta na przyjęcie kibiców, kończąc na odpowiedniej komunikacji pomiędzy obiektami a o drobnostkach takich jak piktogramy i stroje sędziów nie zapominając. Wszystko gotowe powinno być najpóźniej miesiąc przed igrzyskami. Optymistycznie rzecz biorąc, zakładamy, że nasze miasto jest już gotowe do przyjęcia sportowców i kibiców. Zaczyna się więc etap o nazwie: Niech rozpoczną się igrzyska!

Startują więc mordercze trzy tygodnie, podczas których wszystko musi działać, niczym szwajcarski zegarek. Noga nie ma prawa się powinąć, ponieważ każde najmniejsze potknięcie będzie w mediach nagłośnione 10 razy bardziej. Schody zaczynają zaraz na początku. Największe wrażenie zawsze robi ceremonia otwarcia. Jest to czterogodzinny spektakl, w którym tysiące aktorów odgrywają dziesiątki scen ukazujących historię i kulturę kraju-gospodarza. Z gigantycznym rozmachem są organizowane szczególnie ceremonie otwarcia igrzysk letnich. Celem jest zorganizowanie takiego  widowiska, o którym młodzi widzowie opowiadać będą swoim wnukom. Ilość pieniędzy wydanych na samą ceremonię otwarcia jest niewyobrażalna. Jednak jeśli chce się tworzyć historię sportu, trzeba w to zainwestować. Po dobrej ceremonii otwarcia, kibice liczą na jeszcze lepsze przeprowadzenie samych zmagań. Za poziom sportowy organizatorzy nie odpowiadają, lecz muszą zrobić wszystko, aby takie rzeczy jak transport pomiędzy wioską olimpijską a arenami, czy sprawność wpuszczania kibiców na stadiony, muszą stać na najwyższym poziomie. Tylko wtedy kibice i sportowcy obecni na zmaganiach w naszym mieście, wracając do wspomnień z tej imprezy, powiedzą: To były igrzyska…

Gdy kurz olimpijskich zmagań opadnie, nie można się rozleniwiać i osiadać na laurach po nawet wspaniałych igrzyskach. Trzeba poczynić starania, aby areny wybudowane na igrzyska nie popadły w ruinę. Przykłady nieudanych IO można mnożyć. Wspomnę tylko, że np. organizatorzy igrzysk w Montrealu, długi i zaciągnięte kredyty, skończyli spłacać dopiero w 2006 roku, czyli 30 lat po IO w tym mieście. Jednak są także przykłady udanych Igrzysk. Takie np. odbyły się w 2012 roku w Londynie. Receptura jest prosta. Trzeba wykorzystać nadarzające się okazje do organizacji rozmaitych imprez na obiektach olimpijskich. Nie mówię tutaj o wydarzeniach pokroju mistrzostw świata, ale chodzi mi o to, żeby nie stały one puste i nieużywane. To wszystko, co władze miasta mogą zrobić, aby kibice nie zapomnieli o olimpijskich arenach. Druga część zwracania się pieniędzy za organizacje IO zależy właśnie od nich. Organizując igrzyska, organizatorzy starają się wypromować kulturę, historie, a nawet jedzenie typowe dla państwa, które gości tę imprezę. Liczą na to, że kibice zgromadzeni na igrzyskach powrócą do tego miasta, aby zobaczyć zabytki, zjeść miejscowe jedzenie a z punktu widzenia władz miasta, po prostu zostawić pieniądze. Także powodzenie Igrzysk nie zależy tylko i wyłącznie od organizatorów. Oczywiście to od nich zależy, czy przyciągną kibiców na areny zmagań, lecz to, czy igrzyska zakończą się powodzeniem, pod względem turystycznym, zależy od kibiców.

Na pytanie postawione przeze mnie na początku artykułu, nie można jednoznacznie odpowiedzieć. Jest to swego rodzaju loteria: Albo się powiedzie i zapiszesz się w annałach sportu jako znakomity organizator, albo się nie powiedzie i przez lata będziesz spłacał długi. Obecnie miasta ewidentnie nie chcą ryzykować, co skutkuje tym, że o organizacje ubiegają się dwie-trzy propozycje. Jest to więc pytanie z typu retorycznych, ale kto nie ryzykuje, ten szampana nie pije.

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
2 + 3 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.