GP Aragonii: Debiutant o krok od pierwszego zwycięstwa w MotoGP.

Tytuł oryginalny: GP Aragonii: Debiutant o krok od pierwszego zwycięstwa w MotoGP. Alex Rins powstrzymuje Marqueza i zostaje 8 triumfatorem w sezonie 2020

 

Alex Rins (Suzuki Ecstar) w wyśmienitym stylu pokonał konkurencję i po raz pierwszy w tym roku stanął na najwyższym stopniu podium. Nie było to łatwe zadanie, ponieważ w końcówce rewelacyjne tempo zaprezentował, podążający jak cień za Hiszpanem, Alex Marquez (Repsol Honda). Jako trzeci linię mety przeciął kolega zespołowy triumfatora, Joan Mir (Suzuki Ecstar), obejmując tym samym prowadzenie w klasyfikacji generalnej.

W czwartek padokiem wstrząsnęła smutna informacja: Valentino Rossi (Monster Yamaha) został zmuszony do opuszczenia nachodzącej rywalizacji z powodu zakażenia koronawirusem, co skutkowało osłabieniem zespołu. Na szczęście nie przeszkodziło to Yamasze w uzyskaniu solidnych rezultatów, zarówno w  treningach, jak i kwalifikacjach. Sobotnie zmagania nie pozostawiały złudzeń, kto będzie dzielił i rządził w trakcie wyścigu. Jednak obecny sezon znów pokazał swoje nieprzewidywalne oblicze – niedzielna rywalizacja potoczyła się kompletnie inaczej aniżeli wskazywały na to czasy osiągane podczas weekendu. Yamahy, pomimo świetnego tempa w poprzednich dniach, były kompletnie niewidoczne. Na barwa zasługuje jedynie start zawodników japońskiego teamu, którzy wystrzelili jak z procy na czoło stawki, obejmując trzy pierwsze miejsca, z liderującym Maverickiem Vinalesem (Monster Yamaha). Dalsza część batalii to koszmar dla teamu z Hamamatsu – marzenia o zwycięstwie dla marki prysły niebywale szybko, po czym rozpoczęła się walka o przetrwanie, szczególnie zawodników Petronas Yamahy. Kolejno do prowadzących wyścig kierowców dojeżdżali członkowie konkurencyjnych ekip i bezpardonowo wyprzedzali rywali. O ile Maverick był w stanie dłużej bronić się przed atakami przeciwników, finiszując na 4 miejscu, o tyle były już lider klasyfikacji generalnej, Fabio Quartararo (Petronas Yamaha), pogubił się, tracąc kolejne pozycje i cenne punkty. Francuz tłumaczył później, że powodem jego fatalnej dyspozycji był błąd z doborem ciśnień w oponach. Ten mały szczegół był katastrofalny w skutkach – 21-latek ukończył zmagania dopiero na 18 miejscu.

Wesołe humory zawitały za to do garażu Suzuki. Już na początku wyścigu podopieczni Davide Brivio pokazali się od dobrej strony, zyskując kolejne lokaty po dość przeciętnych kwalifikacjach. Alex Rins bardzo szybko poradził sobie z zawodnikami prywatnej ekipy Yamahy i wskoczył na pozycję wicelidera, tuż za plecy Vinalesa. Hiszpan nie forsując tempa podążał za konkurentem, a następnie zdecydował się na atak. Kilka kółek później ten sam manewr na kierowcę japońskiego teamu przypuścił kolega zespołowy Rinsa, Joan Mir. Jednak do walki o czołowe miejsca włączyła się jeszcze jedna, dość niespodziewana postać – Alex Marquez. Debiutant odrabiał cenne ułamki sekund po starcie z 11 pola. Będąc na trzeciej pozycji zawodnik Repsol Hondy delikatnie uspokoił rytm, podpatrując słabe oraz mocne strony młodszego Mira. Po kilku okrążeniach spędzonych za rodakiem, Marquez zaatakował konkurenta i wyszedł na drugie miejsce. Minutę później był już za tylnym kołem Rinsa, kilkukrotnie przygotowując się do wyprzedzania. Niestety na dwa okrążenia przed końcem Hiszpan zaliczył drobny uślizg, który najprawdopodobniej kosztował go zwycięstwo. Kto wie, jak potoczyłaby się rywalizacja na ostatnich 10 km, gdyby 24-latek nie popełnił błędu w zakręcie numer 17? Na szczęście było to niewielkie potknięcie, które i tak pozwoliło zająć mu drugie miejsce, co można uznać za ogromny sukces.

Emocji prezentowanych przez pierwszą czwórkę nie widzieliśmy w dalszej części stawki. Choć zawodnicy toczyli między sobą zacięte batalie, to jednak brakowało w nich przysłowiowego „pazura”. Jako piąty linię mety przeciął Takaaki Nakagami (LCR Honda), który do ostatnich metrów bronił się przed atakami Franco Morbidellego (Petronas Yamaha). Na pozycji numer 7 wyścig zakończył czwarty w tabeli Andrea Dovizioso (Ducati Team). Pomimo przeciętnej formy, demonstrowanej w poprzednich rundach, Włoch nadal ma szansę na zdobycie tytułu mistrzowskiego, tracąc jedynie 15 punktów do lidera. Czołową dziesiątkę GP Aragonii uzupełnili Cal Crutchlow (LCR Honda), Jack Miller (Pramac Ducati) oraz Johann Zarco (Reale Avintia).

Ten sezon jest wyjątkowy i nieprzewidywalny. Ci, którzy są na szczycie jednego dnia, w kolejnym nie liczą się w walce o podia. Dlatego też sytuacja w klasyfikacji generalnej jest niezwykle interesująca. Niemal każdy posiada matematyczną szansę zdobycia tytułu mistrzowskiego, ponieważ nie ma na ten moment murowanego faworyta. W poprzednich latach był nim Marc Marquez (Repsol Honda), zdobywający 4 korony z rzędu. Jednak tegoroczna kontuzja zmusiła Hiszpana do zwolnienia tempa i absencji we wszystkich rundach. Gdyby 27-latek był w stawce to pewnym jest, że zdobycze punktowe wyglądałyby zgoła inaczej – kto wie, może na tym etapie rywalizacji Marc byłby już po raz kolejny triumfatorem cyklu. Nieobecność mistrza świata spowodowała większą konkurencyjność wśród pozostałych zawodników – w tym sezonie zwyciężyło już 8 kierowców. Czy za tydzień pojawi się kolejny szczęśliwiec, dopisujący do swojego konta 25 punktów? Czy będzie to Mir, a może młodszy z braci Marquez, Alex? Odpowiedzi na te pytania padną już niebawem.

Autor: 
Agnieszka Piskorz
Źródło: 

motogp.com

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
1 + 7 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.