Pierwsze zwycięstwo Joana Mira w klasie królewskiej – Hiszpan coraz bliżej tytułu Mistrza Świata

Tytuł oryginalny: Upragnione, pierwsze zwycięstwo Joana Mira w klasie królewskiej – Hiszpan coraz bliżej tytułu Mistrza Świata

GP Europy było spełnieniem marzeń dla ekipy z Hamamatsu, która sięgnęła po dublet w niedzielnym wyścigu. Lider klasyfikacji generalnej, Joan Mir (Suzuki Ecstar) po raz pierwszy w karierze przeciął linię mety przodując stawce. Tuż za jego plecami rywalizację ukończyli: kolega zespołowy, Alex Rins (Suzuki Ecstar) oraz zdobywca pole position, Pol Espargaro (Red Bull KTM). Dramat faworytów umocnił zwycięzcę dzisiejszej batalii w samotnej pogoni za finalnym triumfem w MŚ.

Kapryśna pogoda podczas pierwszych dwóch dni rundy nie ułatwiła zawodnikom pracy nad ustawieniami. Treningi upłynęły pod znakiem mokrego i przesychającego asfaltu, kiedy to na horyzoncie zapowiadano upalną niedzielę. Z wilgotnymi i niepewnymi warunkami nie potrafili poradzić sobie kierowcy Yamahy, a w szczególności kandydat do tytułu, Fabio Quartararo (Petronas Yamaha). Francuz regularnie okupował miejsca w okolicach 20 lokaty, dlatego pozytywne prognozy na wyścig były jedyną szansą na sukces 21-latka.

Niestety nadchodząca rywalizacja nie spełniła oczekiwań Quartararo. Już na pierwszym okrążeniu zawodnik Petronas Yamahy zaliczył wywrotkę – Francuz wystraszył się upadającego Aleixa Espargaro (Aprilia Racing) i sam wylądował w żwirze. Choć Fabio powrócił do wyścigu, to nie był w stanie nawiązać bezpośredniej walki z przeciwnikami, finiszując na 14 miejscu.

Jednak nie tylko Quartararo zmagał się z wielkimi problemami. Przyszłoroczny kolega zespołowy Francuza, Maverick Vinales (Monster Yamaha), został zmuszony w trakcie weekendu do wymiany silnika, co skutkowało startem z alei serwisowej – na domiar złego Hiszpan nie miał absolutnie tempa, by powalczyć z jakimikolwiek konkurentem, kończąc rywalizację na odległej, 13 lokacie. Drugi z zawodników japońskiej ekipy fabrycznej, powracający po dłuższej przewie wywołanej Covid-19, Valentino Rossi (Monster Yamaha), pożegnał się z marzeniami o punktach już na 5 okrążeniu, kiedy to awarii uległa maszyna Włocha. To 6 z rzędu wyścig, kiedy na mecie brakuje 41-latka. Podobnie pechowo rywalizacja ułożyła się dla podopiecznego VR46, a zarazem zwycięzcy sprzed dwóch tygodni, Franco Morbidellego (Petronas Yamaha). Młody Włoch całkowicie pogubił się w trakcie wyścigu, nie będąc w stanie odpowiedzieć na ataki pozostałych zawodników, co przełożyło się na finisz poza TOP10.

Zupełnym przeciwieństwem postawy kierowców Yamahy, była dzisiejsza forma Suzuki. Zarówno Rins, jak i Mir wystartowali wyśmienicie, zajmując pozycje tuż za plecami najlepszego podczas sobotnich kwalifikacji, Pola Espargaro. Jednak zawodnik KTM-a niezbyt długo cieszył się z pierwszego miejsca, ponieważ już na 2 okrążeniu stracił prowadzenie na rzecz Rinsa, a wkrótce i drugiego z rywali. Koledzy zespołowi stoczyli ze sobą dość krótki i mało widowiskowy pojedynek, z którego zwycięsko wyszedł lider klasyfikacji generalnej, Mir.

Tuż za podium znaleźli się, próbujący odbudować swoją formę po ostatniej rundzie Takaaki Nakagami (LCR Honda) oraz rewelacyjny Miguel Oliveira (Red Bull KTM Tech 3). Czołową dziesiątkę uzupełnili za to: szybki przez cały weekend Australijczyk, Jack Miller Pramac Ducati), za którego plecami biało-czarną szachownicę ujrzał – pomimo odbycia kary dłuższego okrążenia – Brad Binder (Red Bull KTM). Andrea Dovizioso (Ducati Team), a więc niedawny lider klasyfikacji generalnej finiszował na 8 pozycji, zostawiając za sobą Johanna Zarco (Avintia) oraz partnera z teamu, Danilo Petrucciego (Ducati Team). Rywalizacji nie ukończyło aż 7 kierowców, w tym imponujący w poprzednich rundach Alex Marquez (Repsol Honda).

Niedzielne rozstrzygnięcia sprawiły, że mistrzostwo jest już niemal przesądzone. Wprawdzie zawodnicy mają szansę zdobyć jeszcze 50 punktów, jednak przewaga prowadzącego Mira nad drugim i trzecim kierowcą wynosi aż 37 oczek. Hiszpanowi wystarczy jedynie podium w kolejnym wyścigu, by oficjalnie zostać mistrzem świata sezonu 2020 – tylko katastrofa i niebywały pech mogłyby powtrzymać 23-latka przed końcowym triumfem. Jednak MotoGP jest sportem absolutnie nieprzewidywalnym, dlatego warto z cierpliwością i pokorą oczekiwać ostatecznego werdyktu.

Autor: 
Agnieszka Piskorz
Źródło: 

motogp.com

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
12 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.