Kontuzja nie daje o sobie zapomnieć – Marc Marquez operowany po raz trzeci

W czwartkowy poranek Marc Marquez przeszedł już trzecią – w tym roku – operację złamanej ręki. W wyniku infekcji rekonwalescencja Hiszpana trwała dłużej aniżeli się tego spodziewano. Nie wiadomo na razie, czy 27-latek będzie w stanie wrócić do ścigania już od pierwszej rundy sezonu 2021, która pierwotnie została zaplanowana na 28 marca.

Zabieg trwał aż osiem godzin, jednak na szczęście przebiegł bez większych komplikacji. W jego trakcie doszło do usunięcia wstawionej w sierpniu płytki, umieszczenia w jej miejsce nowego elementu oraz przeszczepu fragmentu kości z biodra. Na ten moment nie wiadomo, do kiedy potrwa kolejna przerwa w ściganiu Marqueza. Z medycznego punktu widzenia szacuje się, że może być to 6 miesięcy, co oznaczałoby, że Hiszpan nie wystartuje w pierwszej części przyszłorocznego sezonu. Jednak 27-latek jest zdeterminowany jak mało kto i z pewnością zrobi wszystko, co w jego mocy, by ponownie pojawić się na polach startowych już w marcu.

„Powrót w Jerez był przedwczesny”

Przypomnijmy, że Marc złamał kość ramienia już podczas pierwszego wyścigu sezonu 2020, rozgrywanego w lipcu, na hiszpańskich ziemiach. Wtedy to wskutek high-side i uderzenia motocykla zawodnik Repsol Hondy trafił do szpitala i przeszedł jedną z trzech operacji zespolenia górnej kończyny. Już zaledwie 4 dni po zabiegu, Marquez wrócił na tor, chcąc spróbować swoich sił i sprawdzić, czy jest w stanie opanować niebywale narowistą i agresywną maszynę. Niestety po kilku okrążeniach Hiszpan zrezygnował ze startu w GP Jerez i postanowił powrócić na GP Brna. Aczkolwiek wysiłek podczas drugiej rundy sezonu i zbyt szybki powrót do ścigania nie był obojętny dla zdrowia #93. Kilka dni przed rundą w Czechach, płytka w ramieniu Marqueza pękła i konieczna była druga operacja, która zaważyła na całym sezonie zawodnika Hondy. Hiszpan nie wrócił już na tor w roku 2020, gdyż rana i ręka nie goiły się w takim tempie, w jakim się tego spodziewano. Dodatkowo wdała się infekcja, stąd konieczna była kolejna, trzecia już, operacja.

„Ten rok nauczył mnie wiele. Po pierwsze, próba powrotu po kontuzji była zbyt szybka. Płytka w mojej ręce złamała się w domu, gdy otwierałem przesuwne drzwi chcąc wyjść do ogrodu. Ale nie pękła tylko od tego – było to wynikiem wielu naprężeń, jakie powstały podczas jazdy w Jerez. Próba powrotu zaledwie 4 dni po pierwszej operacji była bardzo dużym błędem” – powiedział 27-latek.

8-krotny mistrz świata ma pretensje do sztabu medycznego

„Bycie zawodnikiem ma swoje zalety oraz wady. Wadą jest to, że nie czujemy strachu. I to lekarze powinni go czuć i nas o nim uświadamiać. Po zabiegu, zawsze pierwszym pytaniem jest: Kiedy wrócę na motocykl? Jednak to lekarz powinien mnie powstrzymać przed niebezpieczeństwem. To doktor musi być realistą. Udałem się do Jerez ze spokojną głową dzięki założonej płytce, ponieważ tak mi powiedziano” – zaznaczył Hiszpan, po czym dodał: „Jestem odważny, ale nie nieprzytomny. Gdybym wcześniej usłyszał, że istnieje szansa złamania płytki, nie wsiadłbym na motocykl i nie jeździł nim 300 km/h”.

Jak na razie Marc Marquez pozostaje w szpitalu i jest poddawany kuracji antybiotykowej, w związku z infekcją ramienia. Trudno jest oszacować czas trwania rekonwalescencji, jednak najprawdopodobniej Hiszpan opuści pierwszą część sezonu, a ewentualne daty powrotu wymienia się w okolicach maja oraz czerwca. Trzymajmy kciuki, aby czwartkowa operacja była już ostatnią, która pomoże 8-krotnemu mistrzowi świata pojawić się w stawce w sezonie 2021.

Autor: 
Agnieszka Piskorz
Źródło: 

motogp.pl

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
9 + 1 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.