Słoweńska dominacja. Podsumowanie Paryż-Nicea i Tirreno-Adriatico.

W ubiegłym tygodniu emocjonowaliśmy się dwoma dużymi etapówkami: Paryż-Nicea oraz Tirreno-Adriatico. Zarówno we Francji, jak i na półwyspie Apenińskim główne role odgrywali Słoweńcy. Czy zawodnicy z tego kraju będą w tym sezonie królować na szosach? 

Jak co roku, w połowie marca nastąpiło podzielenie się kolarskiej czołówki. Część z najlepszych kolarzy świata udało się do Francji na ośmioetapowy wyścig Paryż-Nicea, natomiast inni wybrali ściganie we Włoszech na Tirreno-Adriatico. Nie można było zauważyć większej dysproporcji, liderzy kolarskiego peletonu podzielili się w miarę sprawiedliwie. Ostrzyliśmy sobie zęby na oba wyścigi, oczekiwaliśmy rywalizacji między najlepszymi na podjazdach, szykowaliśmy się na emocje. Zamiast tego dostaliśmy pokaz siły słoweńskiego kolarstwa. 

Gdy poznaliśmy trasę Tirreno-Adriatico 2021, w naszych głowach pojawił się już wstępny zarys tego, co będzie się działo na włoskich trasach: Pierwsze etapy były okazją dla sprinterów i kolarzy specjalizujących się w wyścigach jednodniowych, a kluczem do wysokiego miejsca w klasyfikacji generalnej było dobre przejechanie sobotniego, królewskiego etapu i utrzymanie, lub powiększenie swojej przewagi podczas wtorkowej jazdy indywidualnej na czas. I faktycznie tak było. Zwycięzcy pierwszych trzech etapów, to kolejno: Wout van Aert, Julian Alaphilippe oraz Mathieu van der Poel. Przed sobotnim etapem liderem wyścigu był Belg, który zwyciężył na początku wyścigu. Duże przetasowanie w klasyfikacji generalnej miało nadejść właśnie podczas 4 etapu. Pierwszy na szczyt Prati di Tivo przyjechał Tadej Pogacar. 45 sekund za nim na mecie zjawił się van Aert, co skutkowało przejęciem koszulki lidera przez Słoweńca. Swoją przewagę Pogacar powiększył na niedzielnym, pagórkowatym etapie, który wygrał van der Poel. We wtorkowej czasówce, która była ostatnią okazją do zmian w generalce, triumfował van Aert. Przewaga Belga nad Pogacarem była jednak za mała, aby zostać liderem i ostatecznie to Słoweniec wygrał Tirreno-Adriatico. 

Wyścig Paryż-Nicea, który rozpoczął się o dwa dni wcześniej niż Tirreno-Adriatico, miał znacznie więcej dramaturgii, chociaż do ostatniego etapu nic na to nie wskazywało. Pierwsze dwa etapy padały łupem sprinterów- Sama Benetta oraz Ceesa Bola. Trzecim etapem była jazda indywidualna na czas, w której nieoczekiwanie zwyciężył Stefan Bissegger. Najwyżej z faworytów do końcowego triumfu etap ukończył Primoz Roglic, który koszulkę lidera przejął po następnym etapie, który kończył się na krótkim podjeździe. Słoweniec urwał się peletonowi i samotnie wjechał na metę. Jego przewaga nad drugim Maximilianem Schachmannem wynosiła już 35 sekund. Kolejny popis swojej siły Słoweniec dał na 6 etapie, który również wygrał. Tradycyjnie w sobotę rozegrano królewski etap, na którym miało dojść do kluczowych zmian w klasyfikacji generalnej. Nie było mocnych na Roglicia. Słoweniec po raz trzeci wygrał etap na wyścigu, na którym debiutował. Jego najgroźniejszy rywal- Schachmann zjawił się na mecie 5 sekund za nim, a przewaga Roglicia w generalce wynosiła już 52 sekundy. Gdy wydawało się, że skrócony 8 etap będzie tylko formalnością dla Primoza Roglicia w przypieczętowaniu swojego triumfu na francuskich trasach, wydarzyło się coś nieoczekiwanego: Lider wyścigu miał wypadek i został za peletonem, a w dodatku nie miał nikogo z drużyny do pomocy w dojechaniu do głównej grupy. Jednocześnie rozgrywały się dwa wyścigi- jeden o zwycięstwo etapowe, a drugim była gonitwa Słoweńca za peletonem. Ostatecznie etap padł łupem Magnusa Cort Nielsena, a Roglic nie zdołał dojechać do głównej grupy w której jechał końcowy triumfator Paryż-Nicea 2021, Maximilian Schachmann. Co prawda, Słoweniec nie wygrał całego wyścigu, ale dokonał niesamowitej rzeczy wygrywając 3 etapy tego wyścigu, który liczył łącznie 8 odcinków. 

Za nami pierwsze poważne ścigania w wyścigach etapowych w tym sezonie. Najważniejszym pytaniem, które sobie zadajemy, jest forma kolarzy Ineosu, którzy nie byli widoczni w czołówce żadnego z tych wyścigów. Wybaczyć można im Paryż-Nicea, gdzie ich lider Tao Geoghegan Hart był zmuszony do wycofania się z wyścigu na skutek kraksy. Natomiast na Tirreno-Adriatico kolarze tej ekipy dali ciała. Wystawiając na ten wyścig min. Egana Bernala czy Gerainta Thomasa, na pewno nie mieli w głowie tego, że Pogacar będzie odstawiał ich na podjazdach, jak kolarzy innej (gorszej) klasy. Czeka nas więc bardzo interesująca kolarska wiosna, której ukoronowaniem będzie majowe Giro’d Italia.  

 

Autor: 
Jarosław Truchan
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
10 + 7 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.